Michał przez ponad godzinę chodził alejkami. Co chwilę przystawał i rozglądał się. Czekał na swojego przyjaciela, który niósł dla niego wieści. W końcu wypatrzył go między drzewami. Jego zachowanie wzbudziło w nim lekki niepokój. Zatrzymywał się za każdym drzewem i oglądał za siebie. Tak jakby krył się przed kimś. Michał pomachał ręką, aby wskazać swoją pozycję. Tamten tylko zrobił gwałtowny ruch ramieniem, co oznaczać miało, żeby nie patrzył w jego kierunku. Spojrzał jeszcze kilka razy zza drzewa i podszedł do Michała.
- Chyba ktoś mnie śledził - powiedział cichutko
- Kto miałby cię śledzić? Dlaczego nie mówisz mi wszystkiego? Przecież tu chodzi o moją żonę!
- Wiem, przepraszam, ale nie mogę mówić ci wszystkiego, bo sprawa dotyczy ciebie bezpośrednio, a nie mamy jeszcze pewności czy to on. Nie chce, abyś zrobił coś głupiego pod wpływem impulsu.
- Rozumiem. Powiedz przynajmniej czy zdobyłeś ten numer rejestracyjny?
- Tak, zdobyłem, ale coś mi tu nie pasuje. Kiedy rozmawiałem z informatorem zachowywał się dziwnie. Mówił tak, jakby wyuczył się kwestii na pamięć.
- To znaczy?
- Odniosłem wrażenie, że ktoś mu kazał lub go zmusił. Nie jestem pewien czy powiedział mi prawdę.
- Ale dlaczego? Kto miałby kazać zwykłemu ćpunowi okłamać prywatnego detektywa w sprawie jak ich pełno. Nie wierzysz mu? Myślisz, że cię okłamał i podał fałszywy numer tego samochodu?
- Sam już nie wiem. I tak muszę sprawdzić w policyjnej bazie do kogo należy auto. Może jednak mówił prawde.
- A co z tym twoim ogonem? Czemu myślisz, że ktoś cię śledził?
- Zdawało mi się, że od spotkania z informatorem jechał za mną czarny samochód. Kiedy to zauważyłem, zacząłem kręcić się trochę po mieście, a on nadal był gdzieś w pobliżu. Dopiero kilka minut temu już go nie widziałem, ale wolałem zachować ostrożność. Chyba jest OK.
- Chyba coś ci się zdawało. Sprawdź ten numer i daj mi znać kim on jest.
- Sprawdzę i jeśli gość będzie zgadzał się z opisem świadka, zaczniemy działać.
- Pamiętaj, że jeśli to on to jest mój, tylko mój.
- Wiem, pamiętam. Obiecałem ci, że dokonasz swojej zemsty.
Stali chwilę w ciszy i rozeszli się w przeciwnych kierunkach. Michał miał już obmyślany cały plan, każdą minutę, którą spędzi z zabójcą swojej żony. Kochał ją tak bardzo, że bez znaczenia było dla niego kim jest ten facet. Czy jest biedny czy bogaty, czy ma rodzinę czy nie. Nie obchodziło go to. W jego głowie siedziała tylko jedna myśl. Zadać mu tyle cierpienia fizycznego ile tylko może wytrzymać człowiek, aby nie umrzeć. Pragnienie zemsty było tak ogromne, że nawet jego przyjaciel, Krzysztof nie był w stanie go od tego odwieść. Obiecał mu pomóc odnaleźć zabójce, tylko dlatego, żeby Michał nie popełnił błędu i nie skrzywdził jakiejś niewinnej osoby. Kiedy Michał wrócił do swojego pokoju, położył telefon na nocnej szafce i wyciągnął butelkę z barku. Poszukiwania zaprowadziły ich w drugi koniec kraju. Aby nikt nie dowiedział się, że nadal prowadzą poszukiwania, mimo iż policja ich zaprzestała z braku dalszych śladów, Michał zatrzymał się w hotelu. Krzysztof miał znajomego w mieście i u niego się zatrzymał. Obydwaj wiedzieli, że będzie lepiej jeśli nie będę widziani razem, a ich spotkania były zawsze bardzo krótkie i odbywały się w różnych miejscach. Najczęściej w mało zatłoczonych, gdzieś na uboczu. Michał ciągle zastanawiał się dlaczego policja tak szybko dała sobie spokój z dochodzeniem i dlaczego kazali nie robić niczego na własną rękę. Przecież znaleźli świadka, który widział gościa wpadającego do auta i opisał go, mieli też fragment numeru rejestracyjnego samochodu zabójcy. Nie rozumiał takiego postępowania policjantów, którzy prowadzili oficjalnie sprawę. Myśląc o tym po raz kolejny, przeszło mu przez głowę, że może ktoś wpłynął na tych policjantów. Może ktoś kazał zamknąć sprawę. Pomyślał w ten sposób, przypominając sobie dzisiejszą rozmowę z Krzysztofem. O tym, że ktoś go śledził. A jeśli rzeczywiście tak było? Jeśli za tym wszystkim stoi jakaś osoba lub osoby, które mają tak dużą władzę, żeby zmusić policję do zamknięcia sprawy zabójstwa. Ale dlaczego miałoby tak być? Przecież ani on, ani jego żona nie byli nikim ważnym. Byli zwykłymi, przeciętnymi ludźmi ze zwykłymi problemami. W żaden sposób nie wyróżniali się spośród tłumu. Dlaczego ten morderca miałby być chroniony? Przez kogo? Policja ustaliła, że śmierć jego żony nie była zamierzonym działaniem, a wynikiem nieszczęśliwych wydarzeń. Dla niego i Krzysztofa było tak samo. Irena wracała z pracy jak co dzień, było już ciemno, padał mocny deszcz. Widoczność na drodze była słaba. Irena jechała bardzo spokojnie. Była dobrym kierowcą i wiedziała, że nie ma co szarżować przy takiej pogodzie. Kiedy przejeżdżała przez skrzyżowanie, kierowca jadący na drodze podporządkowanej nie zatrzymał się na stopie i z ogromnym impetem uderzył w lewy bok auta Ireny. Zginęła na miejscu. W tej samej chwili, kiedy ona umierała, Michał poczuł straszny ból i zemdlał. Tak mocno byli ze sobą związani, tak bardzo się kochali. Kiedy odzyskał przytomność wiedział, że coś się stało, wiedział, że zdarzyła się tragedia. Telefon od policjanta był tylko potwierdzeniem jego wewnętrznych odczuć. Po tym wydarzeniu przez miesiąc nie wychodził z domu. Był w tak złym stanie, że nie poszedł nawet na jej pogrzeb. Nie był w stanie pogodzić się z tym co się wydarzyło. Kiedy przestał rozpaczać, na tyle, aby zacząć racjonalnie myśleć, postanowił, że znajdzie winowajcę, tego morderce. Obiecał sobie, że nie spocznie dopóki nie odbierze temu człowiekowi tego co zostało jemu zabrane; życia. Co wieczór dopadały go te myśli, nic innego nie siedziało w jego głowie, pragnienie zemsty zawładnęło jego całym umysłem. Leżał na łóżku wpatrując się na telefon, czekał na informacje od Krzysztofa. Nagle rozświetlił się wyświetlacz i telefon zaczął rytmicznie pikać. Szybko się podniósł, złapał za aparat, spojrzał na ekran i przystawił do ucha.
- i co?? Masz coś??
- Mam. Za pięć minut na dole w barze.
Krzysztof rozłączył się zaraz po wypowiedzeniu tych słów. Michał zaniepokojony tonem swojego rozmówcy, nałożył buty i kurtę, spojrzał w lustro i opuścił swój pokój. Nie chciał czekać na windę, skorzystał więc ze schodów. Biegł i myślał co się działo, że Krzysztof postanowił spotkać się z nim właśnie w hotelu i dlaczego za pięć minut. Wcześniej umawiali się z co najmniej godzinnym wyprzedzeniem, tak na wszelki wypadek. Dotarł do baru, rozejrzał się powoli po sali i dopiero po dłuższej chwili zobaczył swojego przyjaciela. Siedział w głębi sali, w zacienionym kącie. Wyglądało to tak jakby się przed kimś chował. Michał podszedł powoli, rozglądał się. Siadając zapytał:
- Co się dzieje? O co chodzi?
- Siadaj.
- Co jest?
- Sprawdziłem ten numer. Okazało się, że nie ma takiego w policyjnej bazie.
- Oszukał cię sukinsyn.
- Oszukał. Wiedziałem, że coś kręci. Poszedłem do niego wydusić prawdę. Trochę się stawiał, heh, ale w końcu powiedział prawdę. Powiedział, że "on" mu kazał skłamać. Zapłacił mu, żeby nas zwodził.
- Jaki "on"??
- Nie wiem. Nie zdążył powiedzieć. Wydusiłem od niego ten prawdziwy numer, a w chwilę później ktoś ostrzelał pokój z dachu przeciwnego budynku.
- Co ty mówisz!? Nic ci nie jest? Wszystko w porządku, nie jesteś ranny?
- Spoko. Jest OK. Przecież już siedzę w tym interesie kilka lat i wiem co robić w takiej sytuacji. Niestety ten menel nie miał szczęścia.
- Co teraz? Sprawdzisz ten numer?
- Zaraz to załatwię, ale najpierw...
Krzysztof zamilkł i zaczął ze skupieniem patrzeć w stronę baru. Siedział tam człowiek w długim płaszczu i kapeluszu, Który spoglądał co chwilę w ich stronę. Detektyw znał ten typ. Już wiedział, że coś się dzieje. Spojrzał na Michała i powiedział:
- Wychodzimy stąd.
- Dokąd idziemy?
- Do mojego znajomego. Tam sprawdzimy tą rejestrację.
Powoli wstali i udali się do wyjścia hotelowego baru. Kiedy znaleźli się już na ulicy Krzysztof przyśpieszył. Michał szybko go dogonił i zapytał:
- Co znowu?
- W barze był człowiek, który mnie śledzi od czasu ucieczki z meliny tego ćpuna.
Michał obejrzał się, ale nikogo nie widział. Nie bardzo wiedział o co chodzi Krzysztofowi. Od wcześniejszego spotkania zachowywał się dziwnie, lecz on niczego podejrzanego nie zauważył. Detektyw zatrzymał się i powiedział do niego:
- Masz ten numer. Wiem, że to jest auto twojego gościa.
- Dlaczego mi to dajesz? Przecież miałeś mieć pewność. A jeśli znowu dał ci jakiś fałszywy numer?
- Nie. To jest to. Widziałem to w jego oczach. Nie oszukał mnie.
- Ale dlaczego mi to dajesz? Przecież działamy jeszcze razem.
- Na wszelki wypadek.
Podał mu małą karteczkę, na której było kilka cyfr i liter. Michał ją wziął i schował do kieszeni. Popatrzył na przyjaciela i zapytał cicho:
- Co się dzieje?
- Mam złe przeczucia.
Nagle rozległ się huk wystrzału. Krzysztof dostał prosto w serce i osunął się na ziemie. Michał również padł, ale nie był ranny. Przewrócił się ze strachu. Spojrzał w stronę skąd padł strzał. W ciemnej uliczce spostrzegł tylko twarz. Oczy były przysłonięte przez kapelusz, a na jej połowę padał cień. Twarz nagle zniknęła w ciemności. Michał odwrócił się do Krzysztofa. Niestety ten już nie żył. Michał nie wiedział co ma myśleć, co ma robić. Usiadł na chodniku i schował twarz w otwarte dłonie. Mówił do siebie cicho - znajdę cie sukinsynu. Znajdę cie i zabije.
...cdn...
No! nareszcie zapowiada się jakaś dłuższa forma pisana :D
OdpowiedzUsuńPoprzednie bardzo dobrze się czytało ale były... za krótkie :]