Witam na moim blogu. Stworzyłem go, aby móc przelewać pomysły z głowy "na papier". Mam nadzieję, że spodobają się Wam moje opowiadania i chętnie będziecie odwiedzać mój blog. Proszę również o zamieszczanie komentarzy do opowiadań. Pozdrawiam.
Uwaga! Opowiadania mogą zawierać treści, które są przeznaczone dla osób dorosłych. Jeżeli jesteś niepełnoletni nie czytaj opowiadań - Duhol

wtorek, 8 lutego 2011

Ostatnie zadanie

Nie będzie łatwo - pomyślał przeglądając dossier. Wiedział, że jeśli wykona to zadanie, będzie miał wystarczająco dużo pieniędzy by zaszyć się na tropikalnej wyspie i porzucić ten krwawy fach. Zbyt długo w tym siedział, zbyt wiele zdjęć przeszło przez jego ręce. Był już na skraju swojej wytrzymałości psychicznej. Wystarczyło, że na ulicy dzieciak wystrzelił petardę, a on błyskawicznie podnosił rękę do biodra, by sięgnąć po broń. Za dużo na nim ciążyło, widział zbyt wiele twarzy ludzi, których już nie ma. Dwa cele, publiczne miejsce i ma wyglądać na wypadek. Klient płaci i wymaga. 350 tyś to chyba odpowiednia kwota za prawie niemożliwe - powiedział cicho do siebie. Przeglądał papiery, poznawał nawyki i przyzwyczajenia swoich przyszłych ofiar. Ufff, nie będzie łatwo - pomyślał i zaznaczył jedyne, możliwe miejsce na wykonanie zadania w żądany sposób.

 Przeglądał zdjęcia z restauracji gdzie państwo Michalczyk jedli razem kolację w każdy czwartek. Stolik był umieszczony w rogu sali, w promieniu trzech metrów nie było nikogo oprócz osobistej ochrony potentatów branży telekomunikacyjnej. Zdjęcia oglądał bardzo szczegółowo. Porównywał wygląd stolika i rzeczy znajdujących się na nim na fotografiach z różnych dat. Musiał coś znaleźć, coś co otworzyłoby mu drogę do działania. Po kilku minutach w jego głowie zaczął tworzyć się plan, ale musiał znaleźć sposób na jego rozpoczęcie...
- Dzień dobry - powiedział cicho. Ten stolik mi pasuje. Ten w rogu.
- Stolik jest dostępny tylko do godziny dziewiętnastej - poinformował go kelner.
Spojrzał na zegarek i zapewnił kelnera, że zdąży zjeść do osiemnastej trzydzieści.
- Proszę, niech Pan siada. Zaraz podejdę do Pana po zamówienie - powiedział pracownik restauracji podając menu.
Usiadł powoli. Wyposażenie było takie jak na wszystkich zdjęciach. Wszystko stało tak samo. Popielniczka, lampka, serwetki. Idealnie.
- Co dla Pana?
- Pozycję 6 i białe wino.
Kiedy kelner odszedł od stolika, zaczął działać. Zgasił lampkę, rozejrzał się dyskretnie czy nie wzbudził tym zainteresowania wśród pozostałych gości. Nie było ich zbyt wielu, wiec miał dużą swobodę. Odchylił ją lekko i kilkoma ruchami przyczepił do niej dwa przewody. Zrobił to tak, że opadały one na stolik. Ponownie rozejrzał się i włączył lampkę. Pierwsza, najłatwiejsza część planu zakończona. Odetchnął głęboko i wstał. Szybkim krokiem udał się w kierunku wyjścia. Nikt nawet na niego nie spojrzał, nie wzbudził zainteresowania swoją osobą. W tym momencie miało to ogromne znaczenie. Musiał jeszcze dziś wrócić do restauracji, aby zrealizować tą trudniejszą część. 
Spojrzał przez okno. Cele już były na miejscu. Śmiali się, zachowywali się bardzo swobodnie. W końcu nie wiedzieli o tym, że zginą tego wieczoru. Ich głośne zachowanie nie przeszkadzało nikomu. Ochroniarze siedzieli przy sąsiadujących stolikach czytali gazety. Co jakiś czas spoglądali na salę i na swoich pracodawców. Wybrał miejsce gdzie spędzić kilka następnych minut. Miał szczęście. Loża, od której droga do toalet przecinała drogę od kuchni do stolika Michalczyków, dokładnie na środku restauracji, była wolna. Usiadł spokojnie, zamówił wodę i czekał, aż pokaże się kelner z deserem dla kobiety. W chwili gdy otworzyły się drzwi od kuchni, wstał i ruszył w jego kierunku. Zbliżając się do niego zapytał: 
- Przepraszam, gdzie jest toaleta?
- Tam - powiedział kelner wskazują ręką i odwracając głowę w tym samym kierunku.
W tej właśnie chwili uniósł rękę i wrzucił do deseru malutką kapsułkę. Z przekazanych informacjach od zleceniodawcy było napisane, że pani Michalczyk była silnie uczulona na jad pszczół. Nawet jedno użądlenie mogło wywołać bardzo ostrą reakcję alergiczna, wstrząs, a nawet śmierć. W kapsułce była czysta esencja,  więc od momentu jej połknięcia pani M. pozostało kilka minut życia. Na sekcji wyjdzie, że użądliła ją pszczoła, wiec tu sprawa jest czysta. Po prostu miała pecha. Po kilku chwilach spędzonych w toalecie wrócił do swojej loży, aby dalej obserwować rozwój wydarzeń. Czekał do chwili, aż pierwszy cel zaczął dziwnie się zachowywać. Gdy się zaczęło, opuścił szybko restaurację. Nikt nawet na niego nie spojrzał, wszyscy z zaciekawieniem spoglądali na panią M, która zaczęła chrząkać i furczeć. Mąż zaczął ją wypytywać co się dzieje, ale ona nie mogła już nic powiedzieć. Ochroniarze wstali ze swoich miejsc i zaczęli się nerwowo rozglądać. Po kilku sekundach kobieta zaczęła się dusić, łapać za szyję i miotać na swoim krześle. Pan Michalczyk z krzykiem, zerwał się na nogi i uderzył w stolik. Przewrócił przy tym prawie pełne kielichy z wodą, która rozlała się po całym stole. Doskakując do umierającej żony oparł łokieć o jego krawędź. W tej samej chwili wystrzelił bezpiecznik i zgasło światło. Ludzie zaczęli krzyczeć, wstawać i biegać w panice po całej restauracji. Kierownik sali krzyczał żeby się uspokoić, żeby zostać na swoich miejscach. Podbiegł do skrzynki z bezpiecznikami i gdy tylko zapaliło się światło nastała cisza. Na podłodze leżała martwa  pani M, a obok niej, jej mąż z otwartymi ustami i wywróconymi oczami. Prąd wywołał u niego uszkodzenie rozrusznika serca i zatrzymanie krążenia. Wszytko wyglądało jak tragiczny wypadek. Idealnie - pomyślał idąc spokojnym krokiem w stronę swojego auta. Na jego twarzy pojawiło się wielkie zadowolenie. W końcu mógł przejść "na emeryturę". Sięgnął po klucze do kieszeni, ale ich nie wyjął. Zamarł w bezruchu, otworzył szeroko oczy i zaraz je zamknął. Opuścił głowę. Tą krótką ciszę przerwał świst wystrzelonej kuli, która dała mu jego upragnioną emeryturę. Był martwy zanim upadł.

1 komentarz:

  1. Super. Czytałam jednym tchem ciekawa jak zwykle zaskakującej końcówki. ;) Pani d.

    OdpowiedzUsuń